Wzięłam dzisiaj dzień wolny. Mąż miał i tak wolne, z okazji Dnia Prezydenta. Potrzebny mi był odpoczynek, chociaż i tak nie czuję się tak wypoczęta jak bym chciała. Trudno nie myśleć o pracy i o tym co mnie czeka jutro. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak zacząć pracować nad sobą i swoimi reakcjami na to co się dzieje wokół mnie. Powinnam też więcej myśleć o podróży do Polski, żeby się oderwać od realiów mojej pracy. Bo ona się nie zmieni, a szkoda mojego zdrowia. Ci ludzie nie są tego warci.
A poza tym, znowu sypie śnieg. Cały dzień. Już chyba mam dość. Niech będzie wiosna!
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »
Kolejny “potworny” dzień w pracy. Jeden z tych najgorszych. Nie wiem jak długo to wytrzymam. Przy tym usłyszałam na swój temat dzisiaj każdą możliwą obelgę, od rasy, pochodzenia począwszy, na inteligencji i wykształceniu skończywszy… Jedyny jaśniejszy moment w tym wszystkim nastąpił, kiedy ktoś mi powiedział, że powinnam wracać skąd przyjechałam, czyli z Portland ![]()
Aha, i jeszcze mnie nazwano lesbą, to już zupełnie nie wiem skąd się wzięło. Ale co tam…
Po powrocie do domu znowu ryczałam z pół godziny i mąż stanowczo stwierdził, że trzeba mi znaleźć nową pracę. Że tak dłużej być nie może
Ach, żeby to było takie proste… Ale faktycznie, albo szybko znajdę coś innego, albo nie wiem jak długo zachowam zdrowie umysłowe.
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »
No dobrze, przylatuję na początek wiosny, 21. marca
Zostanę do 10. kwietnia. Oby tylko już była wtedy wiosna, jeśli chodzi o pogodę. Teraz nas zasypało tutaj. Na szczęście ominęły nas największe śniegi i śnieżyce. Zmęczyla mnie już zima, chociaż przyznam szczerze, że cieszyłabym się gdyby nas tak zasypało, że nie musiałabym iść do pracy. Mierzi mnie ta robota coraz bardziej. Podświadomie wyczekuję jakichś drastycznych zmian…
Poza tym, wstyd się przyznać, w sobotę wreszcie “rozebrałam” choinkę… Ja po prostu nie mam czasu na codzień. I to mnie też męczy coraz bardziej.
Moi rodzice chyba się ucieszyli na wieść o moim przyjeździe. “Chyba”, bo ich zawsze trudno wyczuć. Ale w końcu już prawie półtora roku się nie widzieliśmy. Ostatnio nasze stosunki jakoś się poprawiły, szczególnie z mamą mi jakoś łatwiej się porozumieć. To dobrze.
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »
Kupiłam bilet do Polski. A teraz niech się dzieje co chce. Nawet znalazłam dobrą cenę, niestety oznaczało to, że będę lecieć LOT-em, który nie należy do moich ulubionych linii. Ale cóż, w końcu to tylko dziewięć godzin w jedną i dziesięć w drugą stronę. Jakoś przeżyję.
A teraz oglądam program dokumentalny o Iron Maiden. Już prawie zapomniałam, że to jeden z moich ulubionych zespołów. I wydało się, że mąż mi zabrał jedyną ich płytę jaką posiadam na własność. Słuchał od dawna w samochodzie i wygląda na to, że się potajemnie stał fanem zespołu ![]()
Bardzo mi się podobało, kiedy jeden z fanów Iron Maiden w Kostaryce powiedział przed ich koncertem tamże, że to jedno z najważniejszych wydarzeń w jego życiu, ale co może na to poradzić, że mieszka w “dupie świata” (“in the ass of the world”). Piękne…
Napisane w Uncategorized | Komentarzy: 3 »
Jestem wyczerpana…Tydzień w pracy dał mi się we znaki. Poprzedniej nocy wreszcie się jako tako wyspałam. Dobrze, że weekend.
Przyszedł wreszcie rachunek za operację męża. Nie, żebym się śpieszyła płacić. Byłam tylko ciekawa kwoty. Prawie trzydzieści tysięcy dolarów. Jedna noc w szpitalu. Jeszcze nie wiem, ile z tego pokryje ubezpieczenie.
Do tego dzisiaj zauważyliśmy, że ściana wokół komina się nam rozpada z wilgoci. Kolejny spory wydatek :/
A poza tym, planuję przyjazd do Polski. Szef wstępnie wyraził zgodę na 3 tygodnie urlopu. Sam jest z Kenii, więc rozumie moją sytuację. Przyznał się, że sam się wybiera do Afryki w czerwcu. Na miesiąc. Pomysł z przyjazdem do kraju przyszedł mi do głowy niedawno i nagle. Sam mnie w sumie zaskoczył. Poczułam się jakby wyzwolona. Brzmi dziwnie, wiem, ale tak było.
Wieczory spędzam poszukując biletów. Ceny oczywiście są o wiele wyższe niż się spodziewałam. Ale co tam, i tak kupię bilet. Już się nie mogę doczekać. Tęsknię.
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »
W poniedziałek spadł pierwszy śnieg tej zimy. Spadło tylko troszkę, ledwie przykryło ziemię. Ale i tak całe miasto było sparaliżowane z rana…dziwne, myślalam, że to się zdarza tylko w Polsce. A wcale nie mieszkam w tropikach i zima bywa tutaj też ostra, już nas wiele razy zasypało na amen w ciągu ostatnich kilku zim. Potem, w czwartek, zrobiło sie bardzo zimno – w dzień było około minus piętnastu stopni. I też wszyscy panikowali. A wcale nie było tak źle. Ale może to tylko ja tak mówię, doświadczona taką pogodą w Polsce przez wiele lat. Moim zdaniem, można przeżyć, mimo że bardzo nie lubię zimna. Chciałabym, żeby na Święta spadł śnieg. Bo jakoś w tym roku wcześnie mnie ogarnęła świąteczna atmosfera. Nakupowałam ozdób i dekoracji, zakupiłam też już większość prezentów. I planuję część kulinarną – oglądam książki z przepisami i wymyślam co by tu na Święta ugotować i upiec. A propos pieczenia, przeszłam samą siebie w tym roku – postanowiłam upiec piernik “dla cierpliwych”, który się przygotowuje przez trzy tygodnie! Zaczęłam dokładnie trzy tygodnie przed Wigilią. W ten czwartek nasączyłam gotowy piernik kawą zmieszaną z wódką, w następnym tygodniu trzeba go przełożyć powidłami i znowu nasączyć. I potem: Voila! Gotowy na Święta. Sama nie mogę uwierzyć, że się tak zorganizowałam. I kartki świąteczne też prawie wszystkie już wypisane i wysłane. Nie wysłałam tylko tych, do których musiałam zdobyć adres oraz tych krajowych.
Ale dzisiaj jakoś brak mi już zapału. Straciłam cel sprzed oczu. Bardzo nie lubię tego uczucia. Ale może jakoś to będzie…
A z zupełnie innej beczki: ogromnie mnie denerwują niektórzy z moich byłych uczniów na “Naszej Klasie”. Kilka moich najmniej “ogarniętych” uczennic robi teraz “kariere” na N.K., umieszczając codziennie swoje, ocierające się o pornografię, marne zdjęcia, okraszając je przy tym głupawymi komentarzami. Żenada. Ale chłopcom się podoba, w większości. A propos komentarzy, te mnie też doprowadzają do rozpaczy. Nienawidzę zwłaszcza jakichś nowomodnych, bezsensownych zdrobnień typu: “Śliczniutko” – Co to ma w ogóle znaczyć???!!!
I jeszcze jedno “sformułowanie”, z którym się spotkałam wielokrotnie, używane przez dziewczyny do dziewczyn: “Dupko” – Hę? Czy to ja się urwałam z Księżyca czy one?!
Chyba Ameryki nie odkrywam stwierdzając, że większość moich byłych uczennic i uczniów używa Naszej Klasy, żeby się “wylansować” (to chyba też slangowe określenie, ale ja tu akurat używam w tradycyjnym znaczeniu). Smutne to.
Napisane w Uncategorized | Komentarzy: 2 »
Kiedy to piszę, jest jeszcze końcówka listopada. I wreszcie mnie dopadło. Tak dobrze się trzymałam tej jesieni, sumiennie myjąc ręce co chwila, dezynfekując biurko i komputer w pracy, oraz zapobiegawczo pobierając witaminy i kapsułki z Echinaceą, na poprawę systemu odpornościowego. I tak nie wystarczyło… Już czułam, że coś mnie “bierze” w zeszłym tygodniu, zaaplikowałam sobie czosnku doustnie i dousznie (działa cuda na zapalenie ucha), ale chyba zbyt mało. Wczoraj mnie powaliło całkiem, z gorączką i potwornym bólem głowy. A gorączka się u mnie nie zdarza zbyt często. Przeleżałam sobie w łóżku calutki dzień, niestety jeden dzień to trochę zbyt mało. A dzisiaj nie mogłam wziąć dnia wolnego w pracy, bo miałam zeznawać w sądzie. Okazało się, że w końcu nie musiałam zeznawać, ale i tak dzień był piekielnie “przeładowany”. Nie miałam nawet czasu na przerwę i przepracowałam 11 godzin, pierwsze 5 z nieustającym bólem głowy. Potem skapitulowałam i wzięłam ibuprom. W dodatku musiałam myśleć o praktykantce cały czas, żeby miała wystarczająco dużo “wrażeń” i różnorodnych doświadczeń z tej pracy. Ogólnie było stresująco, ale podtrzymywała mnie myśl, że jutro wezmę chorobowe. Zapowiedziałam już wszystkim, że mnie nie będzie. Muszę się wykurować.
A poza tym, tęsknię za Polską. Śnią mi się moje ulubione zakątki, zwłaszcza Kraków. Śnią mi się moi byli uczniowie. Nie wiem czy to tak jakoś przedświątecznie, czy z innego powodu mi się tak zatęskniło. A tu nie zapowiada się, że pojadę do kraju jakoś wkrótce. Chociaż kto wie, co będzie…
Napisane w Uncategorized | Komentarzy: 3 »
Przeprowadziliśmy z mężem dzisiaj szczerą rozmowę na temat naszych starań o dziecko. Dobrze jest mieć w nim wsparcie.
A potem pojechaliśmy na zakupy, w podobnej tematyce. “Sponsorujemy” dwójkę dzieci z mojej pracy, kupujemy im prezenty na Gwiazdkę. Udało nam się kupić dzisiaj prawie wszystko z listy życzeń. Przypadła nam w tym roku ośmiomiesięczna dziewczynka i trzyletni chłopczyk. Dziwnie było kupować takie maleńkie ubranka i zabawki dla maluchów. Przyznam szczerze, trochę było mi smutno. A małżonek się podekscytował tą wyprawą i potem pakowaniem. Dzięki temu już skończyliśmy. Prezenty gotowe do odebrania.
A tu jeszcze tyle osób do obdarowania. Dobrze, że zaczęliśmy wcześnie.
W domu taki bałagan i tyle do sprzątania. A ja nie zrobiłam dzisiaj nic w tym kierunku. Jakoś zupełnie nie mam do tego energii…
Napisane w Uncategorized | 1 komentarz »
Oddałam dzisiaj koledze materac. Temu samemu koledze, któremu żona wszystko zabrała. Mieliśmy dodatkowy materac, który się nam ledwo mieści w pokoju gościnnym, jeszcze go nie sprzedaliśmy, bo nie mamy innego łóżka. Ale dzisiaj, po wysłuchaniu kolegi wersji “tej” historii, postanowiłam mu dać ten materac. Nawet nie zapytałam męża, ale na szczęście zrozumiał, nie miał pretensji. Kolega był bardzo wdzięczny.
Tymczasem ja znowu rozczarowana i w złym nastroju. Dobija mnie ten kołowrotek. Chyba cierpliwość nie jest moją najlepszą stroną. Zwłaszcza jeśli mi na czymś bardzo zależy. Zawsze analizuję każdą sytuację sto razy, we wszystkie możliwe sposoby, a potem mnie głowa boli od nadmiaru spekulacji. Nie wiem czemu nie potrafię spokojnie i z ufnością robić swoje, chociaż się staram.
W sobotę były drugie urodziny mojej siostrzenicy. Niespodziewanie, wszystko minęło spokojnie i bez zgrzytów. Jest to wielkie osiągniecie, bo siostra mojego męża lubi wszystko kontrolować. Co zawsze prowadzi do spięć. Chyba te lekarstwa jej pomagają.
A w pracy tymczasem (nigdy nie myślałam, że kiedyś to powiem) … nie mam co robić! Nawet myślałam o wzięciu dnia wolnego jutro i poświęceniu go na jesienne porządki. Narazie się rozmyśliłam, ale może w przyszłym tygodniu… W piątek dostaję nową praktykantkę pod opiekę. I tym razem nawet się cieszę. Przynajmniej będę miała co robić (sic!)…
Chyba się w końcu zaszczepię na grypę. Na obie grypy.
Napisane w Uncategorized | Zostaw Komentarz »
Przedwczoraj w pracy:
Kolega wchodzi do biura nerwowym, szybkim krokiem, a kiedy patrzymy na niego pytająco, oznajmia: “ktoś mi ukradł samochód”. Wszyscy chórem wykrzykujemy: “Co??!!!??” i wybiegamy na parking. Rozglądam się, chociaż i tak nie mogłabym poznać jego samochodu, chyba oczekiwałam jakichś śladów włamania czy co. Ale nic nie widzę. Więc wracamy szybko do środka, a wtedy jedna z naszych koleżanek (notabene największa plotkara, która wie wszystko o wszystkich) szepcze do nas, że żona mu zabrała ten samochód. Niby wiedziałam, że ten kolega miał ostatnio kłopoty małżeńskie, ktoś kiedyś szepnął, że żona go zostawiła i zabrała dziecko (mimo, że córeczka była jego oczkiem w głowie), ale uznałam że to nie moja sprawa i nie dopytywałam nikogo o szczegóły. Serce mi zadrżało, kiedy usłyszałam o samochodzie. Już kiedyś ktoś mi opowiadał podobną historię. Samochód ma akt własności na żone, więc po separacji żona podstępnie zabiera samochód z parkingu. Aż mi trudno sobie wyobrazić, co się czuje przy takiej “niespodziance”. Zaczynamy wypytywać kolegę czy samochód był żony i czy ona jest w mieście (podobno przed separacją wyjechała na drugi koniec kraju). A on jakby nie rozumiał. Najpierw stwierdził, że samochód jest żony, że ma drugi ale w domu, potem że żony nie ma w okolicy. Więc ja “życzliwie” podpowiadam już, bo nie mogę patrzeć jak się facet męczy: “To może żona zabrała to auto?” Wzruszył ramionami: “I don’t know”. Chyba był w szoku.
Wtedy wszyscy zaczęliśmy go ponaglać żeby zgłosił to na policję. A on wciąż wyglądał jakby był w transie. Szybko stwierdził, że musi iść do sądu (należy to do naszych, licznych, obowiązków). Zaoferowałam szybko, że go zastąpię, a że rozprawa miała być za 10 minut, zgarnęłam szybko kurtkę i wybiegłam.
Kiedy wjeżdżałam z powrotem na parking przed biurem, mój przełożony właśnie wyjeżdżał, a kolega siedział obok niego w samochodzie. W biurze się dowiedziałam, że szef podwiózł go do domu. Godzinę później kolega dzwoni do koleżanki przy biurku obok. Po wysłuchaniu paru słów ona wykrzykuje: “Oh my God, are you ok?!” Kiedy patrzę na nią pytająco, szepcze bezgłośnie, że dom mu obrabowano. Tym razem to ja jestem w szoku. Niby nieszczęścia chodzą parami, ale aż tyle naraz?! Ale po chwili koleżanka wyjaśnia, że to też chyba żona. Albo sama wszystko zabrała z domu, albo komuś dała klucze. Podobno z domu wyniesiono wszystko, ale że nie ma śladów włamania, policja nie przyjęła zgłoszenia.
Chwilę jeszcze dyskutowałyśmy z koleżanką na jego temat… Nie mogłam się otrząsnąć z szoku. Kiedy człowiek wie, że dobrze zna drugiego człowieka? Czy po każdym można się tego spodziewać? Czy da się to przewidzieć? Jakie są znaki ostrzegawcze? Może ja też powinnam się “ubezpieczyć”? Może przynajmniej mieć prywatne konto oszczędnościowe a na nim kwotę wystarczającą na bilet do Polski? Bo chyba to byłby mój krok w takiej sytuacji. No, chyba że mielibyśmy już dzieci… Wtedy to nie takie proste. Teraz rozumiem, co kolega miał na myśli tego samego ranka, kiedy powiedział mi gorzko, że żałuje, że ma dziecko… w tamtym momencie wydawało mi się to nie do pomyślenia, powiedzieć coś takiego o własnym dziecku…
Napisane w Uncategorized | Komentarzy: 3 »